Po Co Ten Blog
W opozycji do marnowania wolnego czasu przed TV
zamieszczam tutaj pomysły na wszelkiego rodzaju możliwości aktywnego relaksu
Dla rozsmakowania się w innej kulturze
nowy wymiar zwiedzania, bez tłumów turystów, odkrywanie uroków miejsca z mieszkańcami, lokalne przysmaki za lokalne ceny
Walka z wszechogarniającym konsumpcjonizmem
nie materialne prezenty dla ducha i ciała
Sprawdzone adresy
recenzje miejsc do których warto zajrzeć a także tych które trzeba omijać wielkim łukiem
zamieszczam tutaj pomysły na wszelkiego rodzaju możliwości aktywnego relaksu
Dla rozsmakowania się w innej kulturze
nowy wymiar zwiedzania, bez tłumów turystów, odkrywanie uroków miejsca z mieszkańcami, lokalne przysmaki za lokalne ceny
Walka z wszechogarniającym konsumpcjonizmem
nie materialne prezenty dla ducha i ciała
Sprawdzone adresy
recenzje miejsc do których warto zajrzeć a także tych które trzeba omijać wielkim łukiem
czwartek, 26 września 2013
Bejsbol :-)
Polecam wszystkim taki roczny wyjazd do pracy! Moze nie powinnam tego pisać już teraz, bo jestem tutaj dopiero miesiąc, ale czuje ze bedzie jeszcze tylko lepiej :-) Przyjęto mnie do pracy na zmywaku, a po trzech tygodniach przyuczaja na kucharza. Po tygodniu treningu mam już zostać sama na śniadania! Praca marzenie i to bez szkoły i doświadczenia ;-) Pracodawca dbając o zdrowie psychiczne i fizyczne swoich pracownikow organizuje rożne spotkania. Ostatnio był to grill i gra w bejsbol (zabawnie wyglada to słowo w polskiej pisowni). Jedzenie takie sobie ale zabawa super! :-) niestety już jest jesienne więc przemarzlam mimo biegania podczas gry. Za to mogliśmy sie rozgrzać przy piwie na które zniżki zapewnił nasz pracodawca:-)
środa, 18 września 2013
Wspinaczka rowerowa ;-)
Pozyczylam sobie rower i postanowiłam wypróbować jedna ze ścieżek. Po moim szczęściu do trafnych decyzji mogłam sie spodziewać iż mój wybór padnie na jedna z najtrudniejszych. Co okazało sie po pól godzinie wspinania z rowerem! Znalazłam tablice informacyjna z oznaczeniem iż ta ścieżka jest dla ekspertów. Szkoda ze nie ma tej informacji na darmowej mapce dostępnej w każdym zakątku tej miesciny ;-) tak więc mądrzejsza o ta wiedzę i lżejsza o jakieś 2kg postanowiłam zostawić ten szlak ekspertom i udać sie na jakiś po którym będę mogła zjechać chociaż w dół :-) Co cię nie zabije to cię wzmocni, dzieki tej dewizie zrobiłam 28 km na i z rowerem :-)
Taki widok był po pokonaniu z rowerem pierwszych 2 km , myślałam ze już bedzie z górki niestety....
Tak to nadal ścieżka rowerowa! Chocbym nawet dała radę pedalowac to pewnie spadlabym w przepaść, bo ta ścieżka była szeroka na jakieś 50 cm!
Nawet dałam radę troszkę popedalowac :-)
Kolejne jeziorko :-)
I jeszcze jedno :-)
Jak już zjechalam w dół to udalam sie na druga stronę miasteczka w bardziej nizinne tereny. Tzn miałam taka nadzieje ;-)...
Zaczęło sie niewinnie...
No i w górę :-) ale przynajmniej nie było tak kamienisto i w sumie wiecej pedalowalam niż pchalam :-)
Mały wypadek. Obyło sie bez karetki ;-)
środa, 11 września 2013
Maligne kanion
To bedzie foto story z mojej pierwszej pieszej wycieczki. Oczywiście nie odbyło sie bez przygód. Poczawszy od kiepskiego przygotowania w postaci klapek zamiast butów trekingowych, jeszcze nie kupiłam a nie chciałam marnować słonecznego dnia! Poprzez zgubienie sie, nadrobienie kilku kilometrów, schodzenie po zboczu góry, skończywszy z rezultatem 28,5km :-)
Z tego miejsca musiałam sie przedostać do tej drogi która widać w dole. Mogłam pójść szlakiem ale to by oznaczało dodatkowe 5 km. Od początku obralam zła trasę i chciałam jak najszybciej znaleźć sie na tej właściwej, więc wiele nie myśląc udalam sie w dół. Z góry zbocze wyglądało na łagodne :-) okazało sie dość strome jak na klapki i do tego, czego nie było widać z góry, po pokonaniu tej jednej czekała następna! Potem tory i jeszcze jedna mała górka i upragniona droga:-) nie muszę dodawać chyba ze po drodze przeklinalam swoją wątpliwa pomysłowość schodzenia w dół ! :-)
upragniony most na druga stronę rzeki i na właściwy szlak :-)
Widoki z obu stron mostu :-)
Po wejściu na szlak okazało sie ze w tej właśnie części parku były ostatnio widziane misie grizli! Zalecają wędrówki w grupach i posiadanie spraju na misie. Nawet nie wiedziałam ze takie spreje istnieją ! Tak czy owak zawracać nie zamierzalam! Nie po pokonaniu tej góry ! Miałam przecież mój scyzoryk, pożegnalny prezent, specjalnie do obrony przed misiami:-) tak więc przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda ....
Przez następne 7 km była tylko dzika przyroda, niestety bez dzikich zwierząt :-) Można zrobić rekonesans swojego życia wędrując tak wsród nienaruszonej natury i spotykajac człowieka średnio raz na godzinę ;-) niestety do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszłam, za to doszłam do kanionu! :-)
Kanion sie skończył a zaczęły sie widoki niczym z filmu " in to the wild" ( trzeba zobaczyć koniecznie!) nawet zaczęłam myśleć czy by nie porzucić wszystkiego i zamieszkać na łonie natury, ale nie mogłabym zabrać mojej elektrycznej szczoteczki !!! ;-)
I jeszcze ostatni rzut okiem na "moja górę " :-) miałam złapać okazje do miasta, ale jak już tyle przeszłam to szkoda teraz iść na łatwiznę! Czym jest dodatkowe 8 km przy 20 już pokonanych :-)
niedziela, 8 września 2013
Szok :-)
Wczoraj w pracy spotkała mnie przedziwna sytuacja. Zostałam pochwalona i to nie raz! Dziwne, jak sie dowiadujesz w pracy ze idzie ci super i "robisz dobra robotę"! Nie przywyklam to takiego traktowania. Pamietam jak mój menadżer w pracy w Anglii zawsze powtarzał ze jak szefostwo nie narzeka to znaczy ze wykonujesz prace dobrze, jak narzeka to wiadomo, a słowa uznania? No brak narzekań to słowa uznania! Czyż nie jest to także Polska domena w pracy? Jakże lepiej sie pracuje czując ze robi sie to dobrze i ze jest sie przydatnym, a nawet niezbędnym! Mimo, iż wykonuje sie najprostsza prace, która każdy mógłby wykonywać ;-) Motywacja i pozytywna atmosfera w pracy to rzeczy które są niezbędne do jej wykonywania:-)
piątek, 6 września 2013
Rat hole
"Rat hole" czyli szczurza nora tak mieszkańcy nazwali pracowniczy hotel do którego trafiłam :-) milutka nazwa stoi za milutkim miejscem. 16 osób w dwuosobowych sypialniach ze wspólna kuchnia, lazienkami ( chociaż podzielili je na damskie i męskie !) i jadalnio salonem. Ludzie z rożnych zakątków swiata dogaduja sie jakoś tylko dlatego ze prawie non stop imprezuja odurzajac sie procentami i rozweselajacym dymkiem. Miałam szczęście i tutaj przy przydziale do sypialni, moja wspollokatorka to dziewczyna, która jako jedyna tu sprząta! Także chociaż taka mała rekompensata za mieszkanie w miejscu z mojego najgorszego koszmaru! Nigdy nie chciałam mieszkać z kimś! Nawet na studiach stronilam od akademików! Dopadlo mnie na stare lata;-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















































