Z tego miejsca musiałam sie przedostać do tej drogi która widać w dole. Mogłam pójść szlakiem ale to by oznaczało dodatkowe 5 km. Od początku obralam zła trasę i chciałam jak najszybciej znaleźć sie na tej właściwej, więc wiele nie myśląc udalam sie w dół. Z góry zbocze wyglądało na łagodne :-) okazało sie dość strome jak na klapki i do tego, czego nie było widać z góry, po pokonaniu tej jednej czekała następna! Potem tory i jeszcze jedna mała górka i upragniona droga:-) nie muszę dodawać chyba ze po drodze przeklinalam swoją wątpliwa pomysłowość schodzenia w dół ! :-)
upragniony most na druga stronę rzeki i na właściwy szlak :-)
Widoki z obu stron mostu :-)
Po wejściu na szlak okazało sie ze w tej właśnie części parku były ostatnio widziane misie grizli! Zalecają wędrówki w grupach i posiadanie spraju na misie. Nawet nie wiedziałam ze takie spreje istnieją ! Tak czy owak zawracać nie zamierzalam! Nie po pokonaniu tej góry ! Miałam przecież mój scyzoryk, pożegnalny prezent, specjalnie do obrony przed misiami:-) tak więc przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda ....
Przez następne 7 km była tylko dzika przyroda, niestety bez dzikich zwierząt :-) Można zrobić rekonesans swojego życia wędrując tak wsród nienaruszonej natury i spotykajac człowieka średnio raz na godzinę ;-) niestety do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszłam, za to doszłam do kanionu! :-)
Kanion sie skończył a zaczęły sie widoki niczym z filmu " in to the wild" ( trzeba zobaczyć koniecznie!) nawet zaczęłam myśleć czy by nie porzucić wszystkiego i zamieszkać na łonie natury, ale nie mogłabym zabrać mojej elektrycznej szczoteczki !!! ;-)
I jeszcze ostatni rzut okiem na "moja górę " :-) miałam złapać okazje do miasta, ale jak już tyle przeszłam to szkoda teraz iść na łatwiznę! Czym jest dodatkowe 8 km przy 20 już pokonanych :-)




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz