Pare zdjęć z mojego podwórka :-)
Po Co Ten Blog
W opozycji do marnowania wolnego czasu przed TV
zamieszczam tutaj pomysły na wszelkiego rodzaju możliwości aktywnego relaksu
Dla rozsmakowania się w innej kulturze
nowy wymiar zwiedzania, bez tłumów turystów, odkrywanie uroków miejsca z mieszkańcami, lokalne przysmaki za lokalne ceny
Walka z wszechogarniającym konsumpcjonizmem
nie materialne prezenty dla ducha i ciała
Sprawdzone adresy
recenzje miejsc do których warto zajrzeć a także tych które trzeba omijać wielkim łukiem
zamieszczam tutaj pomysły na wszelkiego rodzaju możliwości aktywnego relaksu
Dla rozsmakowania się w innej kulturze
nowy wymiar zwiedzania, bez tłumów turystów, odkrywanie uroków miejsca z mieszkańcami, lokalne przysmaki za lokalne ceny
Walka z wszechogarniającym konsumpcjonizmem
nie materialne prezenty dla ducha i ciała
Sprawdzone adresy
recenzje miejsc do których warto zajrzeć a także tych które trzeba omijać wielkim łukiem
sobota, 31 sierpnia 2013
Pierwszy dzień w pracy
Powinnam wreszcie zając się tematem dla którego tu jestem. Praca wakacyjna, rok przerwy czy jak tam kto zwie wyjazd do pracy. Nie jest to strikte wyjazd do pracy bo przecież nie zamierzam zarobić, odłożyć i wrócić. Co znaczy pracować jak najwiecej, kupować i wydawać jak najmniej;-) Jak już po półrocznych zmaganiach z urzędem imigracyjnym, udało mi się dostać roczne pozwolenie na prace, która sama sobie znalazłam zamiast słono płacić agencji to zamierzam zarobione pieniadze dobrze zainwestowac:-)Notabene znalezienie pracy samemu w Kanadzie okazuje się łatwiejsze niż w Polsce! Gdzie jak wiadomo bez znajomosci ani rusz ;-) wracając do tematu, mój plan na to co zrobić jak już uda mi się pierwszy raz w życiu przepracowac w jednym miejscu rok :-) powoli sie krystalizuje. Do wytrwałości mam dwie mocne motywacje! Pierwsza to awans, od zmywaka do szefa, może nie kuchni ale młodszego kucharza. Druga to podróż życia, która zrealizuje jak na nią zarobie:-) Tak więc jest cel, są środki, okolica piękna, ludzie przyjaźni, gdzie haczyk? To sie okaże ...
piątek, 30 sierpnia 2013
Kraj szczęśliwych ludzi
Kanada to kraj szczęśliwych ludzi. Taka jest moja pierwsza myśl o tym miejscu. Od samego początku spotykam tylko życzliwych, pomocnych i usmiechnietych ludzi. Każdy mnie zagaduje, proponuje pomoc, pyta jak się mam i życzy miłego dnia. Nawet sprzedawca w salonie Sony poinstruowal mnie jak trafić do Apple!:-) Nie jest to ta kurtuazyjna angielska uprzejmość, kiedy macie wrażenie ze rozmówca pytając jak się masz ma odp daleko w.... ;-) Kanadyjczycy są szczerzy, to się po prostu czuje :-) notabene, z tego co pamietam, Vancouver jest w czołówce miast gdzie mieszkańcom żyje się najlepiej.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Grizli :-)
Ciekawe czy dane mi będzie je spotkać ? :-) i co to będzie za spotkanie! Jak na razie spotykam tylko takie znaki ;-)
Widoki rekompensują wszystko
Nigdy mnie góry nie fascynowaly. Owszem mogłabym się wybrać na jakaś piesza wycieczkę ale to tak bardzie przy okazji niż specjalnie. Okazja mnie właśnie znalazła :-) i to jaka!!! Góry maja już dla mnie inne znaczenie :-)
Dotarlam do Jasper :-)
Jakim cudem mi się to udało to nie wiem, ale kupiłam ostatni bilet! Sprzedawca na wstępnie, 5 min przed dojazdem;-) zdziwił się w ogóle ze jak to? teraz? tak w ostatniej chwili chce kupić bilet? Przecież już dawno wszystkie wyprzedane! Na szczęście został ostatni :-) Moje szczęście zakończyło byt wraz z dostaniem kluczy do mieszkania nr 13. Zamiast moich dwóch wspollokatorek powitał mnie wszechogarniajacy syf jakiego nie było mi jeszcze chyba dane zobaczyć ;-) No cóż nie można mieć wszystkiego.... Jeszcze taka mała wzmianka o urzędzie imigracyjnym Kanady. Muszą mieć tam niezły bajzel bo pan na granicy stwierdził iż moja viza to wygasła miesiąc temu!!! Oczywiście zaprzeczylam bo tak owej nigdy nie miałam. Co się okazało to wszystko przez zamieszanie z próba dostarczenia im zaświadczenia o niekaralności którego jakimś cudem nie mogli odtworzyć . Tak czy inaczej jestem i mam już wszystko łącznie z nowym działającym telefonem więc niedługo porcja zdjęć :-)
środa, 28 sierpnia 2013
1/3 drogi za mną :-)
Dotarlam do Niemiec po czternastogodzinnej podróży w stresie. Przez cały czas zastanawiałam się jakiez to było moje hasło do profilu na stronie urzędu emigracyjnego Kanady. Zablokowal sobie dostęp na 24h i zaraz przed odlotem mam ostatnia szanse na wydrukowanie listu zapraszajacego, bez którego, urzędnik na granicy w Kanadzie nie wyda mi pozwolenia na prace tylko mnie zawroci!!! Miałam nadzieje na tyle szczęścia co przy przemycie kota bez paszportu do Anglii;-) bo taka dawka adrenaliny to bedzie gwarantowana! Na szczęście sobie przypomnialam odp na pytania przypominające hasło i w ostatniej chwili mogę wydrukować list i już na luzie udać się do urzędnika :-) o ile to w ogóle możliwe ! Tak na marginesie dodam iż ktoś powinien zając się organizowaniem kursów nauki pakowania 23 kg torby na rok!!! Mnie zajęło to tydzień ! samych kosmetyków miałam 23 kg a gdzie ubrania? Buty..... :-)
czwartek, 22 sierpnia 2013
Kurozwęki
Mam bardzo mieszane uczucia co do tego miejsca. Zachwalać czy raczej nie polecać. Niby każdy znajdzie tam coś interesującego. Kompleks kusi wieloma atrakcjami. Przy wejściu kupujemy bilet, najlepiej w pakiecie na wszystkie atrakcje, bo taniej, bo jak już jesteśmy i zostajemy cały dzień to należałoby już wszystko zobaczyć. Płacimy więc 19zł zamiast 23zł / os dorosła, dziecko 15zł zamiast 19zł. http://www.kurozweki.com/Pani kasjerka wpisuje nam godziny zwiedzania i zabawa się zaczyna!
Jako pierwsze zwiedzamy lochy. Brzmi bardzo interesująco. Niestety to jakaś parodia znanych i kochanych z "wesołych miasteczek" korytarzy strachu. Dorośli są zdegustowani a dzieci znudzone. Całości nie ratuje nawet młoda przewodniczka, odtwarzająca mroczne sekrety z dyktafonu! Miejscami jest tak ciemno że trzeba chodzić po omacku, a sztuczne kukły degustują zamiast przerażać.
XIV wieczny Pałac okazuje się bardziej hotelem niż muzeum, które nota bene zajmuje raptem dwie sale. Zwiedzanie więc jest swego rodzaju promocją obiektu. Chodzimy i myślimy jak ładnie byłoby urządzić tu wesele, urodziny czy co tam ktoś chce ;-)
Tutejsze Safari polega na przejażdżce wozem podpiętym do traktora. 10minut do bizonów, 15 minut postoju, krótka opowiastka, 10 min z powrotem. Trzeba chyba zmienić definicję Safari, albo dodać gwiazdkę z odnośnikiem do kurozwęckiej wersji ;-)
Mini Zoo oglądamy za darmo. Ciekawe kiedy ktoś założy Maxi Zoo? Możemy się jeszcze przejechać na koniu, zgubić w labiryncie, czy pozjeżdżać na linie. Jak pogoda dopisze to po całym dniu wrażeń można poleżeć na trawie i popatrzeć na nowo przybyłych gości pełnych entuzjazmu i nadziei na ekscytujące doznania....
Wielkim plusem Kurozwęk jest odległość od Kielc, niecała godzina jazdy samochodem i atrakcyjna cena.
Zapomniałabym o najważniejszym punkcie programu! Jedzeniu. Mamy do wyboru restaurację i pizzerię. Tą drugą sobie darowałyśmy, chciałyśmy spróbować miejscowych specjałów. Z mięsa bizona zostało tylko carpaccio, ale nie chciałyśmy ryzykować....Okazało się że obróbka termiczna nie zawsze zdaje egzamin, zwłaszcza jak używa się starego oleju! Smażonej ryby nie polecam. Za to robione na miejscy uszka były smakowite i potem żałowałyśmy nie zamówienia po porcji pierogów zamiast tych wyszukanych dań!!!
Mimo wszystko wróciłyśmy szczęśliwe, kto by nie był po dniu nic nie robienia :-)
Jako pierwsze zwiedzamy lochy. Brzmi bardzo interesująco. Niestety to jakaś parodia znanych i kochanych z "wesołych miasteczek" korytarzy strachu. Dorośli są zdegustowani a dzieci znudzone. Całości nie ratuje nawet młoda przewodniczka, odtwarzająca mroczne sekrety z dyktafonu! Miejscami jest tak ciemno że trzeba chodzić po omacku, a sztuczne kukły degustują zamiast przerażać.
XIV wieczny Pałac okazuje się bardziej hotelem niż muzeum, które nota bene zajmuje raptem dwie sale. Zwiedzanie więc jest swego rodzaju promocją obiektu. Chodzimy i myślimy jak ładnie byłoby urządzić tu wesele, urodziny czy co tam ktoś chce ;-)
Tutejsze Safari polega na przejażdżce wozem podpiętym do traktora. 10minut do bizonów, 15 minut postoju, krótka opowiastka, 10 min z powrotem. Trzeba chyba zmienić definicję Safari, albo dodać gwiazdkę z odnośnikiem do kurozwęckiej wersji ;-)
Mini Zoo oglądamy za darmo. Ciekawe kiedy ktoś założy Maxi Zoo? Możemy się jeszcze przejechać na koniu, zgubić w labiryncie, czy pozjeżdżać na linie. Jak pogoda dopisze to po całym dniu wrażeń można poleżeć na trawie i popatrzeć na nowo przybyłych gości pełnych entuzjazmu i nadziei na ekscytujące doznania....
Wielkim plusem Kurozwęk jest odległość od Kielc, niecała godzina jazdy samochodem i atrakcyjna cena.
Zapomniałabym o najważniejszym punkcie programu! Jedzeniu. Mamy do wyboru restaurację i pizzerię. Tą drugą sobie darowałyśmy, chciałyśmy spróbować miejscowych specjałów. Z mięsa bizona zostało tylko carpaccio, ale nie chciałyśmy ryzykować....Okazało się że obróbka termiczna nie zawsze zdaje egzamin, zwłaszcza jak używa się starego oleju! Smażonej ryby nie polecam. Za to robione na miejscy uszka były smakowite i potem żałowałyśmy nie zamówienia po porcji pierogów zamiast tych wyszukanych dań!!!
Mimo wszystko wróciłyśmy szczęśliwe, kto by nie był po dniu nic nie robienia :-)
| lochy pełne tajemnic? |
| zachęcający widok przy kasie biletowej :-) |
| zwiedzanie pałacu |
| mini ZOO |
| mini Zoo z opcją zarobkową |
| Safari |
| kaczka nadziewana - nie polecam |
| schab pieczony w "sztucznym" sosie |
| pyszne domowe uszka |
| labirynt |
| można mieć zdjęcie na sztucznym bizonie, tylko po co? |
piątek, 9 sierpnia 2013
Dwa Brzegi i czarujący Kazimierz
Pojechałam na wymarzony festiwal filmowy Dwa Brzegi do Kazimierza Dolnego z nastawieniem zobaczenia maksymalnej liczby filmów. Moje rezerwacje kinowe zostały drastycznie zredukowane przez niekończące się atrakcje cudownego Kazimierza! Wraz z zakupem biletu na pierwszy seans dostałam broszurę co warto zobaczyć w mieście. W tym miejscu organizatorzy powinni przemyśleć swoje postępowanie :-) gdyż zamiast siedzieć w kinie spacerowałam po czarujących uliczkach i malowniczych wąwozach. W 6 dni zwiedziłam Kazimierz Dolny, Janowiec, Mięćwierz i zobaczyłam 19 filmów. Polecam wybranie pensjonatu w znacznej odległości od centrum ,żeby później wszystkie wysiedziane w namiotach kinowych kalorie nie uwierały po powrocie ! Mój "Pokoje pod dębami" był oddalony o prawie 2 km i to pod górę ;-)http://e-turysta.net/pokoje-pod-debami-kazimierz-dolny-125212.html poniżej krotki pomocnik do przygotowania zwiedzania.
dzień pierwszy: szybki spacer po mieście i 3 filmy
Przyjazd ok południa. Błądzenie bez GPS, tylko z mapą w telefonie. Przejazd przez wąwóz Korzeniowy z duszą na ramieniu. Szczęśliwe dotarcie do pensjonatu. Zejście do centrum i do miasteczka festiwalowego. Lody na rynku i przegląd co trzeba zobaczyć i z których filmów niestety trzeba zrezygnować. Miłe zaskoczenie przy zakupie biletów w postaci darmowych wejściówek na niektóre projekcje! Wielkie kino na Małym Rynku powinno powstać w każdym mieście! Darmowe projekcje świetnego kina mogą przyczynić się do integracji i edukacji sąsiedztwa :-)
bezcenna wskazówka : na Małym Rynku w kawiarni w zabytkowych Jatkach koniecznie skosztujcie nalewki z kwiatów czarnego bzu!!! nie można jej kupić nigdzie indziej, mają swojego zaprzyjaźnionego "producenta" :-) dziękuję Michale za to odkrycie!
dzień drugi :
zwiedzanie : góra trzech krzyży, kościół Farny
festiwal : 3 filmy
dzień trzeci:
zwiedzanie : nasycanie się pięknem miasteczka
festiwal : 3 filmy + spotkanie lekcja kina
dzień czwarty :
zwiedzanie :
norowy dół - jeżeli chcecie rozkoszować się widokiem koniecznie spryskajcie się czymś przeciw komarom! w przeciwnym razie będziecie musieli, jak ja, biegiem pokonać wąwóz błagając aby już się skończył!
40 minutowy spacer nadrzecznym bulwarem. 5 minutowa przeprawa promem do Janowca, zwiedzanie zamku, dworku i skansenu.
festiwal : 2 filmy
bezcenna rada : na rynku w Janowcu jest restauracja Maćkowa Chata gdzie za 6zł serwują michę niebiańskiego chłodnika!
dzień piąty :
zwiedzanie : tylko miasteczko festiwalowe
festiwal : 5 filmów + dwa spotkania z cyklu lekcja kina
dzień szósty :
zwiedzanie : pakowanie
festiwal : 3 filmy
bezcenna rada : jeżeli chcecie dobrze zjeść za rozsądną cenę to omijajcie restauracje! polecam bary z obiadami domowymi "Bar Wanda" i "Pod Zamkową Górą", mają sezonowe dania, codziennie inne specjały i ceny od 11zł :-)
dzień pierwszy: szybki spacer po mieście i 3 filmy
Przyjazd ok południa. Błądzenie bez GPS, tylko z mapą w telefonie. Przejazd przez wąwóz Korzeniowy z duszą na ramieniu. Szczęśliwe dotarcie do pensjonatu. Zejście do centrum i do miasteczka festiwalowego. Lody na rynku i przegląd co trzeba zobaczyć i z których filmów niestety trzeba zrezygnować. Miłe zaskoczenie przy zakupie biletów w postaci darmowych wejściówek na niektóre projekcje! Wielkie kino na Małym Rynku powinno powstać w każdym mieście! Darmowe projekcje świetnego kina mogą przyczynić się do integracji i edukacji sąsiedztwa :-)
bezcenna wskazówka : na Małym Rynku w kawiarni w zabytkowych Jatkach koniecznie skosztujcie nalewki z kwiatów czarnego bzu!!! nie można jej kupić nigdzie indziej, mają swojego zaprzyjaźnionego "producenta" :-) dziękuję Michale za to odkrycie!
dzień drugi :
zwiedzanie : góra trzech krzyży, kościół Farny
festiwal : 3 filmy
dzień trzeci:
zwiedzanie : nasycanie się pięknem miasteczka
festiwal : 3 filmy + spotkanie lekcja kina
dzień czwarty :
zwiedzanie :
norowy dół - jeżeli chcecie rozkoszować się widokiem koniecznie spryskajcie się czymś przeciw komarom! w przeciwnym razie będziecie musieli, jak ja, biegiem pokonać wąwóz błagając aby już się skończył!
40 minutowy spacer nadrzecznym bulwarem. 5 minutowa przeprawa promem do Janowca, zwiedzanie zamku, dworku i skansenu.
festiwal : 2 filmy
bezcenna rada : na rynku w Janowcu jest restauracja Maćkowa Chata gdzie za 6zł serwują michę niebiańskiego chłodnika!
dzień piąty :
zwiedzanie : tylko miasteczko festiwalowe
festiwal : 5 filmów + dwa spotkania z cyklu lekcja kina
dzień szósty :
zwiedzanie : pakowanie
festiwal : 3 filmy
bezcenna rada : jeżeli chcecie dobrze zjeść za rozsądną cenę to omijajcie restauracje! polecam bary z obiadami domowymi "Bar Wanda" i "Pod Zamkową Górą", mają sezonowe dania, codziennie inne specjały i ceny od 11zł :-)
| śniadanie z kotem Filemonem |
| widok z góry trzech krzyży |
| w tej kawiarni serwują słynną nalewkę |
| najlepsze lokalne piwo |
| prom do Janowca |
| restauracja na rynku w Janowcu |
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Zapraszamy do Stołu na dziedzińcu Instytutu Designu
Instytut Designu wpadł na genialny pomysł spędzania letnich, piątkowych wieczorów. Zapraszamy do stołu to cykl spotkań kulinarnych. Zasada jest prosta. Trzeba ugotować coś samemu w zgodzie z ideą "slow food", czyli ze świeżych, nie przetworzonych składników. Na dziedzińcu przy ul Zamkowej 3 sami organizatorzy zapewniają pięknie nakryty stół, siedziska, napoje i świetną atmosferę :-) Zapraszamy do świata niecodziennych smaków ! :-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



























